#30 Kia Sorento | 1.6 T-GDi PHEV | TEST | Uniwersalny, dla każdego

Na test Sorento czekałem blisko pół roku, gdzie termin był przekładany głównie z mojej strony. Nowa odsłona naczelnego SUV’a marki od samego początku budziła moją ciekawość. Z perspektywy czasu nie żałuję, gdyż trafiłem w przepaskudne warunki drogowe, a Kia została rzucona na głęboką wodę. Udało się sprawdzić zarówno jej aspekty praktyczne, jak i całą elektronikę wspomagającą kierowcę. Najprościej mówiąc – zima znowu zaskoczyła drogowców. Oto właśnie Kia Sorento w wersji hybrydowej!

To czemu Sorento jest takie wyjątkowe?

Z pozoru kolejny nudny SUV, prawda? Taki jakich wiele, może trochę ładniejszy. Najnowsza odsłona sprawia wrażenie zdecydowanie bardziej dojrzałego projektu, przemyślanego, śmiem nawet stwierdzić iż nowoczesnego na zdecydowanie dłużej niż inne auta. I ten wygląd doceniam nie tylko ja, ale i międzynarodowe jury – Kia Sorento zdobyła tegoroczne nagrody Red Dot i iF Design Award, czyli najbardziej prestiżowe w kategorii designu. A znaczy znacznie więcej niż opinia jednego dziennikarza spod Warszawy.

To co się zmieniło? Kompletnie wszystko. Zaczynając od masywnych, pionowych lamp z tyłu, które skupiają wzrok niemal od razu, przez bardzo sterylne linie boczne, kończąc na masywnym grillu. Podczas sesji na myśl mi przyszła…Godzilla. Z profilu bardzo agresywny przód, z mocno zaakcentowanym zderzakiem, przeogromna maska i dostojne reflektory LED. Dodatkowej elewacji dodają 19″ felgi. Warto dodać, że nie da się wyjechać na feldze w innym rozmiarze.

Czy Kia Sorento jest wygodna?

Warto dodać, że felga w tym rozmiarze nie wpływa negatywnie na komfort. Zawieszenie Kii Sorento jest zdecydowanie nastawione na komfort, ale nie w sposób francuski. Okazyjnie wyda z siebie pewne dźwięki, ale jak na SUV’a bez pneumatyki – jest zaskakująco dobrze. Auto uwielbia pochłaniać kilometry, choć oczywiście najchętniej miejskie, ze względu na układ hybrydowy. Ale o nim będzie później.

Najpierw jednak warto skupić się na centrum sterowania Godzillą, czyli po prostu wnętrzu. A tam jest po prostu przestrzeń. Co prawda nie az tyle co np w Velarze, acz jest zdecydowanie bardziej pomyślana pod funkcjonalność, aniżeli komfort i luksus. Co wcale nie oznacza, że ich tu nie ma. Kilka godzin za sterem w fotelu obszytym skórą nappa nie powoduje odrętwienia szlachetnej części ciała. Poziom regulacji jest na tyle szeroki, że nawet moje niewymiarowe ciało znalazło optymalne położenie. Co warto dodać – nawet z opcjonalnym panoramicznym dachem nie ma problemu z miejscem nad głową, a w SUV’ach lubię siedzieć wysoko. Dostęp komfortowy również jest regulowany, a nawet w najdalszej pozycji nie gniotłem nóg małżonki siedzącej za mną.

Praktyczność cd.

Co ciekawe, fotel pasażera ma możliwośc regulacji – od wewnętrznej strony. Co prawda wyłącznie przód/tył i pochylenie oparcia, ale do komunikacji z dzieckiem jest to idealne rozwiązanie dla rodzica. Tuż obok przełączników jest też port USB. Ogólnie portów naliczyłem 8, a do tego jest ładowarka indukcyjna, więc dosłownie każdy może cieszyć się swoim telefonem bez obaw o stan baterii. Tyle samo jest też uchwytów na kubki. Trzeci rząd ma nawet swoją regulację klimatyzacji. W żadnym aucie tego typu tak nie zadbano o dzieci z ostatniego rzędu. Mówię dzieci – bo nie wyobrażam sobie osoby dorosłej się tam świadomie wybierącej na jakąkolwiek podróż. Aczkolwiek kilkulatek zmieści się bez trudu.

Niestety, wybierając się większą rodziną kompromisujemy bardzo mocno przestrzeń bagażową – do raptem 180 litrów. Jeśli jednak złożyć ostatni rząd – pojemność rośnie do 810 litrów, i to jest ogromny plus dla inżynierów Kii, że nie ukradli tej przestrzeni na rzecz akumulatorów. Można też schować roletę do dedykowanego schowka, złożyć kolejny rząd siedzeń i otrzymać blisko 2000 litrów przestrzeni ładunkowej. Kto mówił że SUV nie jest praktyczny?

Elektronika i Kia Sorento.

Właśnie hasło „praktyczność” mocno towarzyszy obcowaniu z Kią. Schowki i przełączniki są dokładnie tam, gdzie tego bym chciał. Klimatyzację reguluję nadal fizycznymi guzikami, w bardzo oldschoolowym stylu przesuwania przełącznika. Styl nawiewu jest tuż obok, nadal z fizycznym guzikiem. Ogrzewanie/wentylacja foteli? Pod kolanem. Przełącznik trybów jazdy? Zaraz pod wybierakiem skrzyni biegów, który swoją drogą jest identyczny jak w modelu e-Soul. Trzy tryby i koniec, bez szukania siły rekuperacji, siły ładowania podczas jazdy i innych wynalazków. Tryby jazdy też są proste – Eco, Sport i Smart który za mnie zdecyduje.

Z racji, że Sportage ma stały napęd 4×4 znalazło się zastosowanie i dla trzech terenowych – Piasek/Błoto i Śnieg. Z tego ostatniego korzystałem niestety niemal non stop, gdyż mój test zbiegł się z opadem pierwszego mocnego śniegu w tym roku. W związku z tym szybko pojawiło się mnóstwo lodu i okazji sprawdzenia czy realnie te tryby „coś dają”. I widząc jak często i mocno Sorento rozlokowywało moment obrotowy między kołami – dają! Zarówno na czymś co niedawno było asfaltem, jak i podmokłym terenie. Uważać należy jedynie na czujniki ciśnienia – te potrafią się pogubić, i nawet przy poprawnych wartościach straszyć ostrzeżeniami.

Na szczęście to jedyny przypadek gdzie systemy bezpieczeństwa stały się intruzyjne. Cała obsługa info-rozrywki jest bardzo intuicyjna, acz ilość opcji potrafi delikatnie przytłoczyć. Co najważniejsze dla mnie – obsługa Apple Car play jest w standardzie, choć wymaga kabla. A nagłośnienie Bose gra zdecydowanie gra z przyjemnym basem.

Asystencie, milcz.

Jeśli chodzi o asystentów kierowcy – plusuję Head-up Display który odbija się w szybie, zamiast intruzyjnej szybki. Świetnie uzupełnia. go nowość w Kii. Przy aktywacji kierunkowskazu, na wirtualnych zegarach, pokazuje się podgląd z kamery pokazującej potencjalny fragment martwej strefy. Bardzo przydatny bajer zarówno przy wyprzedzaniu, jak i manewrowaniu w ciasnym parkingu. Korekta pasa jazdy jest za to pierwszą rzeczą wołającą, dosłownie, o wyłączenie. Nie rozumiem czemu ten system tak często pika, zamiast delikatnie np wibrować na kierownicy. Pika z resztą, z bardzo dużym zapasem, każdy system, nawet rewelacyjne kamery 360. Możliwe, że to kwestia kompletnie nie widocznych linii na parkingach, ale ani razu Sorento nie było w stanie zaparkować samo. Chociaż jak pomyślę o tym pikaniu, to może to i lepiej?

Elektryczność.

Czas przejść do najważniejszej części odcinka, wymagającego dopłaty 30 tysięcy ponad standardową hybrydę, obiecującą minimalne spalanie, ale też znacznie podnoszącego wagę auta. Zalana „pod korek” ociera się o dwie tony. W moim teście udało mi się osiągnąć 40KM jadąc bez użycia silnika spalinowego. Niestety lwią część tego czasu spędziłem w korkach, więc szybko też odkryłem że nawet chwilach ciszy aktywuje się benzyniak. Co prawda tylko na chwilę, acz jest to dość nagłe. Również intensywne przyspieszenie wybudzi go ze snu, więc ponownie może się zdarzyć sytuacja gdzie na zimnym silniku wchodzi on na wysokie obroty. Wskaźnika temperatury układu niestety nie uświadczyłem.

Plus dla Kii za to, że akumulatorów nie da się w pełni rozładować i zawsze jest ten delikatny zapas. Kia Sorento ładuje się sama, nie kręcąc silnika w tym celu. Dosłownie żeglując można dobić te parę kilometrów dodatkowego zasięgu. W moim teście udało mi się zejść poniżej 2l w trybie hybrid, a po wykorzystaniu elektronów wynik 8l jest takim codziennym. Przypomnę tylko że mówimy o 2 tonowym aucie, z silnikiem 1.6 turbo, o łącznej mocy 265KM.

Tradycyjne ładowanie z gniazdka polecam jednak robić nocą, ze względu na czas. Nie będę się kolejny raz powtarzał co do sensu posiadania auta tego typu w garażu w bloku. W moim odczuciu MHV sprawdza się po prostu lepiej, szczególnie w mieście. I mówię to jedynie patrząc na aspekt silnika, bo obie wersje są dokładnie tak samo praktyczne, pod każdym aspektem. A mimo odrobinę mniejszej mocy osiągi pozostaną podobne.

Kia Sorento – kupiłbym?

Z Kią Sorento w wersji Prestige Line spędziłem prawie tydzień, rzucając ją zarówno na bardzo grząski grunt, miejskie korki, jak i podmiejskie wycieczki. Wszystko zniosła dzielnie, ciesząc oko, umilając podróż dobrym audio. Mój egzemplarz został wyceniony na 255 tysięcy złotych, i miał na pokładzie niemal wszystko, z wyjątkiem wymyślnych kolorków podświetlenia, dywaników, naklejek i oklejek, w które nikt rozsądny się nie wgłębi. Przywykłem, że auta pod testy dziennikarskie są wyposażone maksymalnie bogato, bo każdy chce się chwalić tym co ma najlepsze. Aczkolwiek wiem poniekąd z doświadczenia, że Kia Sorento nawet w tej skromniejszej wersji ma wszystko co do jazdy niezbędne i przydatne.

Doskonale rozumiem dlaczego Sorento zdobywa nagrody za design, jak i za praktyczność – jako najbardziej uniwersalne auto. Jest przepakowna, dostojna, jak i funkcjonalna. Może, jak na moje potrzeby, nieco za mało żwawa i aż za duża. Ale nie umiem przewidzieć kiedy, i czy, będę potrzebował tej dodatkowej przestrzeni, którą ona zawsze ma w zanadrzu.

Jeżeli masz gdzie ją karmić elektronami, i chcesz auta które cieszy i oko i domowników, to wiedz że cennik wersji PHEV startuje od 199 tysięcy. Jeśli natomiast pierwszy warunek odpada – diesel jest pięć tysięcy tańszy i odrobinę szybszy. W sam raz by pojechać całą ferajną na rodzinny weekend.

MP

We współpracy z Kia Polska

Instagram

Facebook

TikTok

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *