Renault Arkana 1.3 w terenie

#22 Renault Arkana | 1.3 TCe 140KM | TEST | SUV coupe nie tylko dla premium

Ewolucja w trendach to naturalna kolej rzeczy. Nadwozie Coupe chyba jako jedyne od zawsze było tym naj – najpiękniejszy, najbardziej sportowym, i najbardziej przykuwającym wzrokiem. A jak by połączyć rewelacyjną sprzedaż SUV’ów z Coupe? Okazało się, że ma to naprawdę dużo sensu, o czym przekonało się Porsche z Cayenne Coupe. Ale to przecież segment premium, a tu mówimy o segmencie C. Po swój kawałek tortu łapki wyciągnęło Renault z modelem Arkana. Przy okazji robiąc drobne zamieszanie.

Arkana to nowy Kadjar?

Patrząc zarówno od przodu, jak i z tyłu nowego tworu Renault nie sposób nie mieć skojarzeń z Kadjarem. Arkana jest jednak od niego większa, co może sugerować wypełnienie kolejnej niszy, luki między ogromnym Koleosem, a tym pierwszym. A przy tym zdecydowane odświeżenie i poprawienie wzornictwa. Słyszałem nawet plotki, że ma ona zastąpić Megane, ale na szczęście to tylko plotka. Jednak z Megane testowana Arkana dzieli coś jeszcze – serce, z małym bonusem.

Ponad 900km spędziłem jeżdżąc wersją Intense, mając do dyspozycji 140KM, generowanych z jednostki o pojemności 1,33l, znanej np. z Mercedesa lub Dacii. W planach co prawda jest debiut jeszcze mocniejszej wersji o mocy 160KM pod koniec roku, lecz śmiem stwierdzić iż jest to zupełnie wystarczająca moc.

Dynamika.

Odejdźmy od auta na kilka metrów się chwilę pozachwycać. Podobno czerwone nawet jak stoi jest szybkie. Moja Arkana na szczęście jest niebieska – Niebieski Zanzibar konkretnie, za dopłatą 2300 PLN – może nie pędzi niczym przysłowiowa Honda, acz na pewno nie brakuje jej zadziorności. Odświeżony grill, wraz z nowymi światłami, oczywiście LED, zdecydowanie poprawia odbiór auta, dodając sylwetce lekkości.

Biorąc pod uwagę gabaryty, i zaskakująco niską wagę Renault, 140KM to złoty środek, dobry kompromis pomiędzy osiągami, a spalaniem. W trasie do prędkości uznawanych za przepisowe jest poniżej 8l, co uważam za bardzo przyzwoite. Przy delikatniejszej nodze można spokojnie osiągnąć 5l. W mieście z kolei Arkana zadowoliła się 6,5l na setkę. Oczywiście, nie ma tu kompletnie mowy o starcie spod świateł z piskiem opon, ani pokonywaniu zakrętów na granicy przyczepności. Żadnych zawodów „kto poleci szybciej”. Arkana zachęca do pełnego relaksu za kierownicą. Bo i po co pędzić, jak z tyłu siedzi młode pokolenie, z w bagażniku masz pełne obładowanie? Inna sprawa, że jazdy autami typu PHEV wymusiły we mnie nawyki dość mocnego eko-drivingu. Choć czasami zdarza mi się je kompletnie zignorować, więc równowaga jest zachowana.

Ile zniesie Arkana w Coupe?

A ten z kolei ma 513 litrów, wliczając w to powierzchnię pod podwójną podłogą. Rodzinne wakacje, łącznie z wózkiem dla dziecka przewiezie bez problemu. Co prawda pod samymi siedzeniami zostaje odrobina miejsca nie zagospodarowanego w żaden sposób – ale parawan i parasol wpasował się idealnie. Spadzisty dach nie zmniejsza pojemności, acz jedynie widoczność w lusterku wstecznym, a mimo tego jest lepiej niż się spodziewałem. Właśnie dzięki takiemu zaprojektowaniu sylwetki nierzadko spotkałem się z opinią, że Arkana wygląda niczym BMW X6 albo Mercedes GLC, co jest ogromnym komplementem w stronę Francuskiej marki. Prawdę mówiąc to by był jeden z argumentów dla którego bym wybrał Arkana ponad Megane Grandtour z tym samym silnikiem.

Brakuje mi natomiast napędu 4×4, nawet dokładanego. Z tego co wiem, platforma jest dostosowana do niego, lecz mam wątpliwość czy tak mały silnik by sobie dał radę. A szkoda, bo Arkana ma 20cm prześwitu, co jak na tą klasę jest wynikiem wręcz świetnym. Przydaje się to szczególnie na drogach gorszej jakości jak i w terenie który drogą dopiero się stanie. Na plus wówczas praca zawieszenia – trochę buja, ale wszyscy zostają na miejscu, bez nieprzyjemnego podskakiwania.

Sport utility vehicle. Sport?!

Kiedyś naśmiewałem się z rozwinięcia skrótu SUV, dziś przywykłem, że producenci za wszelką cenę próbują wetknąć ten pierwiastek sportu i adrenaliny w swoje produkty. Na szczęście Renault ograniczyło się do designu nadwozia, a w środku pozostał tylko tryb jazdy o tym oznaczeniu. Oczywiście wpływa to na charakterystykę pracy skrzyni biegów, silnik chętniej wkręca się na obroty, ale należy zawsze pamiętać, że ma jedynie 4 cylindry, i wcale nie tak dużo mocy. Tej zaczyna brakować zaraz po przekroczeniu 140km/h. Arkana przypomina iż fizyki nie można łatwo oszukać, rośnie spalanie, więc i po co tak szybko gonić? W środku robi się nieprzyjemnie głośno, a nagłośnienie Bose podobno gra całkiem nieźle. I pod tym ostatnim mogę się podpisać, mimo że do audofili zdecydowanie nie należę.

Kolejnym trybem jazdy jest klasyczne „My Sense”, i to ma…sens. Równowaga. Tryby oczywiście są konfigurowalne, więc chętnie zwiększyłem opór na układzie kierowniczym i zostawiłem wszystko inne w „normal”. Nie wiem z kolei czy system złapał czkawkę, ale przez chwilę widziałem możliwość edycji „wzmocnienia głosu silnika”, lecz nie mogłem go później znaleźć. Dodatkowo udało mi się skutecznie zawiesić cały Easy Link, zwykłym połączeniem telefonicznym – telefon był sparowany z samochodem, ale bez włączonego Android Auto. Potrzebny był restart systemu. Poza tym jednym incydentem – brak kolejnych zwieszek. Tym bardziej byłem w szoku, bo akurat dzięki płynności działania Renault przekonało mnie do bycia fanem tego rozwiązania. Oczywiście z dziennikarskiego obowiązku wspomnę iż Android Auto i Apple Car Play są obsługiwane, niestety przewodowo.

Brawura.

Renault wprowadzając Arkana na rynek Europejski musi mierzyć się z wieloma dziwnymi mitami. Już słyszałem, że to przecież duża Dacia, że model w Rosji jest porażką, czemu takie małe silniki, przecież to „nie jedzie”. Polacy są mistrzami narzekania, i przyznam że i ja czasem lubię sobie pomarudzić. Ale nawet smerf Maruda wyszedł na prostą, prawda?

Arkana niczemu nie musi udowadniać malkontentom, tym co potrzebują 200KM w aucie tym bardziej. Kompletnie nie jest do nich skierowana. Wybiorą ją ludzie szukający auta typowo miejskiego, rodzinnego, gdzie chcą się przemieścić z punktu A do B, korzystając z udogodnień 21-ego wieku. I do tego są estetami. Przemówi do nich przyjemnie wykończone wnętrze, które znane im będzie z innych modeli. Ekonomia i niesamowita kultura silnika nie będzie generować dodatkowych kosztów, a oko ucieszy zadziorna sylwetka. Wersję Intense można kupić za 120 tysięcy, moja testowa dzięki dodatkom typu asystent parkowania i aktywny tempomat kosztuje ok 136 tysięcy. Za to w domyślnym białym kolorze lakieru auto już wygląda świetnie dzięki kontrastującym, czarnym wstawkom. To auto które kupuje się oczami i rozumem, a potem przekonuje do tego wyboru serce. I w takie wybory Francuzi potrafią najlepiej.

MP

We współpracy z Renault Polska

Instagram

Facebook

TikTok

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *